Home / Downhill Bikes / [TEST] Suunto 9 Baro

[TEST] Suunto 9 Baro

Przedmiotem poniższego testu będzie zegarek Suunto 9 Baro. Jako wieloletni posiadacz Suunto Ambit 3 Peak sprawdzę jak bardzo fińska marka rozwinęła swoje produkty przez ostatnie kilka lat. Jednocześnie postaram się przybliżyć osobom nie zaznajomionym z monitorami aktywności sportowych możliwości takich urządzeń.

Pierwsze wrażenie:

Zegarek znajdował się w czarnym pudełku z minimalną ilością oznaczeń pozwalającą na jednoznaczne stwierdzenie zawartości. Jednym z ważniejszych napisów był: ‘Made in Finland’. W obecnych czasach rzadko zdarza się aby można było kupić towar z seryjnej produkcji wyprodukowany gdzie indziej niż w kraju produkującym wszystko. W środku w sprytny sposób zapakowano w kartonową wydmuszkę zegarek, po jego lewej znajdował się pasek HR wraz z nadajnikiem, po prawej zaś czarny kabelek z magnetyczną końcówką do ładowania. Poza ultra podstawową instrukcją w większości języków świata oraz warunkami gwarancji to wszystko. Przynamniej ograniczono ilość odwracających uwagę od zegarka rzeczy do minimum.

Sam zegarek prezentował się co najmniej godnie. Czarna koperta z nielakierowanymi frezami i dodatkowymi przetłoczeniami podczas zmiany kąta patrzenia sprawia wrażenia jakby Dziewiątka zmieniała płynnie kształt jak T-1000. Po wyjęciu pierwszą rzeczą jaką odczuwamy jest waga (równa 81 gramom) – jak dla mnie ani za niska (muszę czuć, że mam na ręku zegarek) ani za wysoka (od ćwiczenia bicepsa są hantle, ewentualnie pojemnik szklany o pojemności jednego litra zawierający napój regeneracyjny ze złotą pianką). Zegarek dobrze leży na ręce i jest to zasługa silikonowego paska, który jest troszkę rozciągliwy. Daje to możliwość dobrego dopasowania do obwodu przedramienia co jest bardzo ważne przy pomiarze tętna z nadgarstka. Także w trakcie jazdy nic nie lata i nie obija się na ręce (ogromny minus mojego starego Ambita).

Przy pierwszym włączeniu zegarek trzeba skonfigurować. Proces jest bardzo wygodny i intuicyjny – zero problemów. Przeskoczenie z 5ciu guzików Ambita na 3 wspomagane ekranem dotykowym Dziewiątki przyszło mi prosto i swobodnie. Kolejnym miłym akceptem jest delikatny ‘klik’ guzików podczas ich wciskania. Jest to słyszalne jeśli przebywamy w cichym pomieszczeniu jak i odczuwalne – przycisk przeskakuje w momencie kliknięcia. Daje to możliwość wyłączenia zarówno elektronicznych dźwięków przycisków jak i wibracji im towarzyszących, przy jednoczesnych zachowaniu czucia kiedy wcisnęło się przycisk wystarczająco mocno. Dla mnie bomba.

Po pełną specyfikację techniczną odsyłam na stronę Suunto (https://www.suunto.com/pl-pl/produkty/Zegarki-sportowe/suunto-9-baro/suunto-9-baro-black/). Ja natomiast przytoczę tylko najważniejsze według mnie parametry:

– wymiary koperty: średnica 50mm x grubość 16,8mm

– waga: 81 gram

– szkło – kryształ szafirowy

– średnica wyświetlacza: 1,3 cala

– rozdzielczość wyświetlacza: 320 x 300

– czas pracy przy użyciu GPS: 25 / 50 / 120 godzin zależnie od trybu GPS

– czas pracy bez treningów: do 14 dni

– pomiar tętna z nadgarstka lub z pasa piersiowego

– nawigacja po wcześniej wgranej trasie lub opcja ‘powrót na miejsce początku treningu’

– kompas

– pomiar wysokości barometryczny a co za tym idzie: alarm burzowy, odczyt ciśnienia atmosferycznego, pomiar temperatury

– wodoodporność 100m

Aplikacja:

Podstawowa konfiguracja za nami. Jeżeli widoki w poszczególnych trybach sportowych nie do końca nam odpowiadają – a prawdopodobnie tak będzie – możemy je dowolnie skonfigurować. Do tej czynności jest nam potrzebna aplikacja na telefon Suunto App. Parowanie przebiega bezproblemowo. Zegarek szybko i pewnie łączy się z telefonem. Widać tutaj ogromną poprawę w stosunku do starej aplikacji – Movescount – gdzie nie zawsze obywało się bez problemów. Transfer danych z aktywności też tak jakby był szybszy w stosunku do poprzednika.

Po połączeniu z aplikacją, mamy pod ręką (na tym samym ekranie) opcję ustawiania trybów sportowych. Odbywa się to bardzo wygodnie: telefon na bieżąco pokazuje nam projektowany przez nas widok tarczy zegarka. Tutaj kolejny plus w stosunku do starej aplikacji, tam z poziomu telefonu ta funkcjonalność nie była dostępna, natomiast tak samo dobrze działała z poziomu serwisu webowego.

Kolejną bardzo miłą zmianą jest możliwość tworzenia i importowania tras do nawigacji z poziomu aplikacji. Wcześniej taka możliwość istniała tylko za pomocą serwisu webowego, teraz natomiast wchodzimy do menu ‘Map’ klikami plusika i naszym oczom ukazuje się opcja: ‘Import GPX’. Ładujemy trasę, zaznaczamy opcję ‘Zapisz w zegarku’, synchronizujemy i gotowe. Z tego samego menu możemy także tworzyć własne trasy. Proces jest wygodny, a różnego rodzaju map mamy pod dostatkiem.

Główny ekran aplikacji pokazuje nasz dzienny i tygodniowy status: kroki, kalorie, godziny treningu, ilość snu. Widać tutaj duży nacisk na ciągłe monitorowanie progresu aktywności. Poniżej znajdują się nasze zapisane aktywności: mapka + krótki opis.  Po kliknięciu w którąkolwiek z nich wchodzimy do pełnego widoku aktywności. Możemy przejrzeć wszystkie jej parametry (np. kalorie, wysokości, tętno, prędkości itd.). Aplikacja po ustawieniu w opcjach konta oraz dostępów bez problemu i z automatu eksportuje aktywności do wybranych serwisów – Strava i jej podobnych.

Jedyną rzeczą, która mi się nie spodobała to brak wyboru motywu kolorystycznego – domyślnie białe tło panuje wszędzie, chętnie zmieniłbym je na czarne. Stary Movescount był w moim odczuciu wizualnie zdecydowanie bardziej przystępny niż Suunto App. Jednak prace na rozwojem apki wciąż trwają więc może w przyszłości ta opcja zostanie dodana. Poza tym aplikację uznaję za co najmniej poprawną.

 

Ekran główny:

Czyli ten, na który będziemy patrzeć najczęściej. W porównaniu do starego Ambita mamy możliwość spersonalizowania tarczy zegarka. Wyświetlacz cyfrowy, wskazówkowy i ich różne wariacje oraz kolory dają wiele możliwości. Jednak, że jestem wredny i czepialski to zadam pytanie: czemu Suunto nie dołożyło opcji analogicznej dla ustawień trybów sportowych? Wtedy można by było całkowicie ustawić informacje widoczne za każdym spojrzeniem na zegarek. Teraz niestety jesteśmy ograniczeni pomysłami inżynierów tworzący Dziewiątkę. Wybrany przeze mnie widok ma na przykład włączone wyświetlanie czasu potrzebnego na regeneracje. Bardzo przydatne info, jednak ja bym tam wolał widzieć np. dzienne zużycie kalorii. W tym miejscu każdy może wkleić swoje preferencje. Suunto, proszę o tę opcję!

Przechodzenie między opcjami zegarka odbywa się za pomocą przycisków (góra / dół) bądź też a pomocą ekranu dotykowego. W ‘dół’ mamy wszystkie statystyki dzienne / tygodniowe wraz z pomiarem tętna w danej chwili. W ‘górę’ natomiast wybór trybu sportowego, nawigacje, logi, alarmy, stoper, ustawienia. Prosto, szybko, czytelnie.

 

Tryby sportowe:

Czyli to po co ten zegarek kupujemy. Suunto twierdzi, że jest ich ponad 80. Niestety jestem zbyt leniwy aby je zliczyć, więc wierzę na słowo. Jak już wspomniałem przy opisie aplikacji, każdy z trybów możemy spersonalizować do swoich potrzeb. Możemy wyświetlać 3, 4, 5 lub 7 parametrów na każdym widoku. Do tego są też widoki specjalnie: kolumnowe i wykresy. Może nie udało mi się znaleźć opcji (szukałem długo) ale możemy mieć maksymalnie 3 widoki na tryb (na pewno w przypadku kolarstwa górskiego). Dla mnie 3 dobrze spersonalizowane widoki to liczba wystarczająca, jednak na pewno znajdą się tacy dla których to będzie mało. Czemu nie dodać możliwości ustawiania większej ilości widoków?

Jakie parametry możemy wyświetlać? Wszystkie 🙂 Tętno, dystans, czas, kadencja, moc, przewyższenie, kalorie itd. Większość z tych parametrów ma dodatkowo swoje opcje procentowe, np. jakim procentem maksymalnego tętna jest aktualne tętno itd. Tutaj też należy zwrócić uwagę na świetną funkcjonalność. Nawet jeżeli aktualny wyświetlany widok nie pokazuje informacji związanych z tętnem to wokoło widoku widać obramowanie podzielone na 5 części. Każda z nich reprezentuje strefę tętna i charakteryzuje się innym kolorem. Więc jednocześnie można sprawdzać inne potrzebne nam parametry wysiłku i monitorować w której strefie aktualnie się znajdujemy.

Kolejną dobrze przemyślaną nowością jest możliwość wyboru dokładności GPS podczas załączania i  / lub trwania aktywności. Nie jesteśmy teraz na sztywno przypisani do takiej lub innej opcji (jak to było za czasów Ambita) i w miarę jak bateria dokonuje swojego żywota, a do mety daleko mamy szanse obniżyć częstotliwość łączenia się z satelitami GPS aby wydłużyć żywotność zegarka. Super. Dodatkowo raz wybrana opcja jest dla danej aktywności zapamiętywana jako domyślna, więc podpowiadana jest jako pierwszy przy każdym kolejnym odpaleniu tejże czynności. Kolejny ukłon w stronę wygody i szybkości obsługi.

Tryby mamy cztery: Performance (najczęstsze łączenie się z satelitami – co sekundę), Endurance (łączenie co z satelitami co 60 sekund), Ultra (łączenie z satelitami co 120 sekund) oraz Custom w którym ustawiamy sami co chcemy włączyć a co nie. Z powyższego wynika, że nas jako rowerzystów będzie interesował głównie tryb Performance.

 

Bateria:

Według zapewnień producenta zegarek powinien podziałać na jednym ładowaniu 14 dni. Uważam, że ta żywotność jest osiągalna jednak nierealna w normalnym życiu. Zegarek musiałby wtedy służyć tylko i wyłącznie do wskazywania czasu. Natomiast nie jest to problemem bo i tak nie jest to jego główne zadanie. A co jest? Długość jego pracy pod obciążeniem! GPS na maksymalnej dokładności, połączenie z komórką w celu powiadamiania o wiadomościach oraz włączony pomiar tętna z nadgarstka. Przy takim zestawie zadań zegarek jest w stanie pracować ponad 20 godzin po pełnym naładowaniu. A to już jest bardzo imponujące.

Ciekawymi i przydatnymi funkcjami zegarka są powiadomienia o stanie baterii. Zegarek analizując historię sportową stara się podpowiadać o naładowaniu baterii przed przewidywanym treningiem.

 

Nawigacja / GPS / barometr:

Na początek kilka informacji technicznych. Według producenta zegarek współpracuje z Glonassem, GPS, QZSS. Aktualizacja oprogramowania z 18 czerwca 2019 dodała także możliwość korzystania z europejskiego Galileo. Więc mamy komplet. Czas pracy z włączonym GPS waha się między 25 (tryb Ultra dokładny) poprzez 50 (tryb dobry) do 120h (tryb OK). Poszczególne tryby różnią się częstotliwością łączenia zegarka z satelitami, a co za tym idzie dokładności odwzorowania naszej trasy. Dodatkową nowinką jest opcja nazwana FusedTrack. Cóż to? W trybach bardziej oszczędnych zegarek na podstawie wbudowanego weń akcelerometru oblicza w jaki sposób się poruszamy. Przy połączeniu tych wyliczeń z próbkami pozycji z satelit dostajemy dokładniejsze odwzorowanie przebytej trasy utrzymując przy tym żywotność baterii na poziomie 50 godzin. Świetna opcja przy biegach lub trekkingu, rowerzystom niestety się nie przyda z racji osiąganych prędkości 🙂

Włączyć nawigację możemy dwojako: albo z głównego menu zegarka, albo z bieżącej aktywności. Sama nawigacja jest podobna do tej z mojego starego Ambita. Po wgraniu .gpx do zegarka, wchodzimy do opcji ‘Nawigacja’, wybieramy trasę i w drogę. Zegarek pokazuje nam naszą pozycje w stosunku do śladu odczytanego z mapy. Nic więcej. Dziewiątka oferuje także opcję powrotu do miejsca startu po własnym śladzie. W razie zgubienia się podczas zbierania grzybów możemy szybko i łatwo wrócić do znanego nam miejsca. Z jednej strony troszkę żal, że nie ma pokazanych dróg biegnących w pobliżu ani jakichkolwiek punktów nawigacyjnych wkoło śladu, z drugiej nie do końca jest to potrzebne gdy jesteśmy w środku lasu lub w górach gdzie zazwyczaj więcej niż dwóch opcji obrania kierunku naraz nie mamy. Dodatkowo nawigacja jest dzięki temu bardzo czytelna. Wpływ na żywotność baterii też pewnie był brany pod uwagę przy wybieraniu tego rozwiązania.

Łączenie z satelitami podczas rozpoczynania treningu przebiegało szybko. Jeżeli z jakiegoś powodu zapragnęliśmy zacząć trening zanim zegarek się połączył z GPS wyświetlana jest o tym informacja. Dodatkowo, przy każdej synchronizacji Dziewiątki z aplikacją aktualizowane są dane o satelitach.

Przewyższenia w Suunto 9 Baro są liczone z dwóch źródeł: z danych z satelit oraz bezpośrednich różnic ciśnienia przekazywanych przez barometr. Daje to większa dokładność niż w przypadku samego odczytu z GPS (tak ma zwykła wersja Dziewiątki). Czy jest to warte dopłacenia? Tak, biorąc pod uwagę fakt, że dostajemy nie tylko dokładniejsze dane o pokonanych przewyższeniach ale także alarm burzowy, co po ostatnich wydarzeniach na Giewoncie może (wraz z właściwie podjętą decyzją) w niektórych przypadkach uratować nasze życie.

 

Nadgarstek vs pas:

Nie mogłem sobie pozwolić na pominięcia testu porównawczego pomiaru tętna z nadgarstka oraz z pasa. W tym celu na lewym przedramieniu wylądował Suunto 9 z włączonym pomiarem z nadgarstka, na prawej stary Ambit połączony z pasem HR od Suunto na klatce piersiowej. Suunto 9 wyposażono w czujnik firmy Vallencell, który jest aktualnie ogłoszony najdokładniejszym produktem tego typu. Rodzaje testów jakie wykonałem były dwa: jeden dla swobodnego spaceru, drugi dla typowej jazdy enduro: pod górę, hopy, dropy, w dół po korzeniach i kamieniach. Czemu tak? Z jednej strony chciałem zobaczyć jaka jest dokładność samego pomiaru w warunkach idealnych (spacer, zegarek na ręce nie lata, nie ruszamy ręką za dużo) a z drugiej jak bardzo (o ile w ogóle) wzrosną różnice przy dynamicznej jeździe na rowerze, gdzie ręka wraz z zegarkiem cały czas pracuje i drga co może wpłynąć na niedokładności przylegania zegarka do ręki.

Spacer: w warunkach idealnych oba pomiary były bardzo zbliżone, a różnica w średnim tętnie wyszła na poziomie 1 do 3 uderzeńna minutę. Nic dodać nic ująć.

Jazda: przy pierwszym teście pomiary z obu urządzeń (dla przypomnienia: Suunto 9 z nadgarstka, Sunto Ambit Peak 3 z pasa HR) były praktycznie takie same. Dziewiątka pokazywała około 2-3 uderzenia więcej niż Ambit z pasem. Dopóki nie zaczęła się ostrzejsza jazda. Wtedy Dziewiątka zaczęła pokazywać coraz mniej, a raczej dokładnie połowę mniej. Winien byłem ja: za luźno zacisnąłem pasek i się po prostu zsunął co skutkowało brakiem idealnego styku z ręką.

Przy teście numer dwa ten problem już nie wystąpił. Szczerze mówiąc po moich doświadczeniach z innymi zegarkami z pomiarem tętna z nadgarstka byłem dość sceptycznie nastawiony. Jednak Suunto stanęło na wysokości zadania wyposażając Dziewiątkę w dobry czujnik i dopracowując oprogramowanie do niego. Podobno pierwsze wersje Dziewiątki miały z tym podobno problem, ale najwyraźniej rozwiązano go wraz z aktualizacjami oprogramowania. Pomiary nie są idealne, czujnikowi zdarzy się czasami wolniej ‘wkręcić’ na obroty lub na nich zostać o parę sekund dłużej. Mimo wszystko uważam, że ta technologia rozwinęła się tak bardzo, że jest już wystarczająca aby pewnie wspomagać amatorskiego sportowca. Niestety dla rowerzystów grawitacyjnych oraz dla tych którzy potrzebują jak najdokładniejszych pomiarów, polecam jednak wybrać wersję Suunto 9 z pasem HR.

Suunto 9 tętno mierzone z nadgarstka przy jeździe Enduro
Suunto Ambit 3 Peak tętno mierzone z pasa przy jeździe Enduro

No to jazda!

W trakcie jazdy zegarek możemy mieć na ręce lub zamontowany na kierownicy. Oczywiście przy drugiej opcji potrzebny nam jest pas do pomiaru tętna. Natomiast plusem montażu na kierownicy jest niewątpliwe możliwość ciągłego monitorowania parametrów treningu. Jeżeli jeździ się na szosie 😀 W przypadku mojego starego Ambita w rachubę wchodziła także niewygoda trzymania zegarka na ręku – nigdy nie byłem w stanie go ustawić tak aby nie był za ciasno i jednocześnie nie uderzał mnie w wystającą końcówkę kości łokciowej. Suunto 9 jak już wcześniej wspomniałem, ma silikonowy, rozciągliwy pasek, który umożliwia takie założenie zegarka, aby drgania i uderzenia od kierownicy nie wpływały na pozycję zegarka na ręce. Dodatkowo pozwala to na utrzymania zegarka na stałe w tym samym (i właściwym do pomiarów tętna z nadgarstka) miejscu.

Jeśli chodzi o możliwości parowania Dziewiątki z innym sprzętem to wyglądają one tak samo jak przy parowaniu z czujnikiem HR. Wybieramy rodzaj sprzętu, który chcemy sparować i wykonujemy instrukcje przekazywane przez zegarek. Pozostaje nam wtedy ustawić odpowiednio informacje na ekranach trybu sportowego i można zaczynać.

Dla wszystkich trybów sportowych mamy możliwość wybrania opcji wyświetlania: jasnej lub ciemnej. Obydwa są czytelne zarówno w pełnym słońcu jak i normalnych warunkach. W zależności od wybranej opcji zasilania wyświetlacz będzie miał włączone podświetlenie lub nie. Jak już wcześniej wspomniałem, dane o tętnie możemy odczytać zarówno w widoku w którym je wyświetlamy jak i kolorów wokół wyświetlacza. Wygodne i proste. Dodatkowo w każdej chwili możemy zmienić zakres stref tętna w trakcie aktywności. Łącząc to z możliwością ustawienia alarmów o wejściu do wybranej strefy lub jej opuszczeniu pozwala to na dokładne monitorowanie treningu.

Miłym akcentem, zwłaszcza dla osób potrzebujących światła dziennego do treningów, jest opcja informowania o zachodzie słońca. Ustawiamy o ile wcześnie zegarek ma to uczynić i wiem kiedy zawijać do domu. Bardzo proste, a jednocześnie jak przydatne.

Za:

– ponad 20 godzin pracy w trybie maksymalnej dokładności GPS

– możliwość zmiany dokładności GPS w każdej chwili trwania aktywności

– pomiar tętna z nadgarstka

– wykonanie i ogólne walory estetyczne

– aplikacja Suunto jest nadal w rozwoju

– cena w stosunku do bezpośredniej konkurencji

Przeciw:

– pomiar tętna z nadgarstka nie jest idealny, dla typowych treningów zawodniczych potrzeba dokupić pas

– aplikacja Suunto jest nadal w rozwoju

– cena – mimo wszystko trzeba trochę za niego zapłacić

Podsumowanie:

Zegarek Suunto 9 jest najwyższym modelem ze stajni fińskiego producenta. Jest to sprzęt zaprojektowany z myślą o kompatybilności z możliwie największą ilością odmian sportu i ćwiczeń fizycznych. Moim głównym zainteresowaniem jednak były sporty rowerowe z naciskiem na ich bardziej grawitacyjną odmianę. Czy jest on potrzebny do takich zabaw? Jeżeli jeździ się więcej niż raz w miesiącu, stara się monitorować swoje postępy (zarówno czasy na trasach jak i fizyczne) oraz pracować nad ich poprawą to zdecydowanie tak. Dzięki niemu możemy obliczyć zapotrzebowanie energetyczne organizmu, sprawdzić czy ‘pikawa’ nie jest przepracowana na najcięższych podjazdach oraz odczytać masę innych parametrów naszych treningów.

Comments

comments